Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji uług
zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

[x] Zamknij

EURO 2012

2007-01-25

PLAN MECZÓW POLSKI 2011!!!

06/02 20:30 Polska - Mołdawia (w Portugalii)
09/02 20:30 Polska - Norwegia (w Portugalii)
25/03 Litwa - Polska
29/03 Grecja - Polska (Larissa)
02/06 Polska - ?
06/06 Polska - ?
09/06 Polska - Francja (Gdańsk)
10/08 Polska - Gruzja
03/09 Polska - ??????
06/09 Polska - Niemcy (Narodowy w Warszawie)
07/10 Słowenia - Polska (niepotwierdzony)
11/10 Białoruś - Polska (niepotwierdzony)
11/11 Polska - nieznany przeciwnik




POLSKA - NIEMCY 0:2 (0:1)
Lukas Podolski (20, 72).

Żółte kartki: Euzebiusz Smolarek, Mariusz Lewandowski. (Polska), Bastian Schweinsteiger (Niemcy).
Sędzia: Tom Henning Ovrebo (Norwegia). Widzów 32 000.
Niemcy: Jens Lehmann - Philipp Lahm, Per Mertesacker, Christoph Metzelder, Marcell Jansen - Clemens Fritz (55. Bastian Schweinsteiger), Torsten Frings, Michael Ballack, Lukas Podolski - Miroslav Klose (90+1. Kevin Kuranyi), Mario Gomez (75. Thomas Hitzlsperger).
Polska: Artur Boruc - Marcin Wasilewski, Michał Żewłakow, Jacek Bąk, Paweł Golański (75. Marek Saganowski) - Wojciech Łobodziński (65. Łukasz Piszczek), Dariusz Dudka, Mariusz Lewandowski, Maciej Żurawski (46. Roger Guerreiro), Jacek Krzynówek - Euzebiusz Smolarek.
Polscy piłkarze od porażki rozpoczęli swój pierwszy, historyczny start w mistrzostwach Europy. W Klagenfurcie biało-czerwoni przegrali z Niemcami 0:2 (0:1) po dwóch golach Łukasza Podolskiego. Mecz Polska - Niemcy zaczął się długo przed pierwszym gwizdkiem norweskiego sędziego, Toma Henninga Ovrebo. Media w obu krajach podgrzewały atmosferę, kibice niemieccy oczekiwali na pierwsze od 1996 roku zwycięstwo w mistrzostwach Europy, a fani z Polski - na pierwsze ... w historii nad rywalem zza zachodniej granicy. W dniu meczu jako pierwsi do "boju na gardła" przystąpili kibice obu zespołów. Do stolicy Karyntii zjechało ich kilkanaście tysięcy. Fani "biało-czerwonych" mieli wyraźną przewagę, nic więc dziwnego, że skandowali "gramy u siebie, Polacy gramy u siebie". Sytuacja z ulic Klagenfurtu przeniosła się na trybuny stadionu Woerthersee, jednej z najnowocześniejszych, ale i najmniejszych aren Euro-2008, choć tutaj przewaga Polaków nie była aż tak widoczna. Kibice swój koncert zaczęli długo przed początkiem gry. Głośno powitali piłkarzy zapoznających się murawą i wychodzących na rozgrzewkę. Polacy dodatkowo dopingowali walczącego o zwycięstwo w wyścigu o Grand Prix Kanady Formuły 1 Roberta Kubicę, skandując kilkakrotnie jego nazwisko. Ich śpiewy kilka minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego zagłuszył przelatujący tuż nad dachem trybun wojskowy odrzutowiec, który wspólnie z kilkoma helikopterami dbał o bezpieczeństwo w strefie nad stadionem. Punktualnie o 20.45 sędzia gwizdnął po raz pierwszy. Zaczęli Polacy i już po kilkunastu sekundach mogli prowadzić. Jens Lehmann zderzył się w powietrzu z Perem Mertesackerem, piłka trafiła do Jacka Krzynówka, ale jego uderzenie w kierunku praktycznie pustej bramki było niecelne. Chwilę później szczęście dopisało "biało-czerwonym" - Miroslav Klose pędził na bramkę Artura Boruca, ale niedokładnie zagrał do Mario Gomeza. Wzburzony Leo Beenhakkera zrugał sędziego asystenta, bo jego zdaniem był spalony. Początek niesamowicie emocjonujący. Po kilku minutach gry Niemcy uzyskali przewagę w środku pola. Polska odpowiedź to gromkie "Jesteśmy z wami, Polacy jesteśmy z wami" z sektorów zajmowanych przez kibiców ubranych na biało-czerwono. Sporo uwag do gry swoich podopiecznych mieli obaj trenerzy, którzy co chwila podbiegali do linii bocznej i gestami próbowali uporządkować grę, w której dużo było niecelnych podań i szybkich strat piłki. W 20. minucie polska defensywa po raz kolejny w tym spotkaniu próbowała zastosować pułapkę offsajdową. Tym razem przyniosła ona opłakane skutki - Miroslav Klose ponownie ruszył sam w stronę Artura Boruca, jednak tym razem dokładnie dograł do Lukasa Podolskiego, który z bliska kopnął do pustej bramki. "Polski" gol dla Niemiec, który jednak strzelcowi nie sprawił wielkiej radości. "Biało-czerwoni" próbowali odpowiedzieć w 28. minucie. Po krótkim dryblingu w polu karnym płasko strzelił Wojciech Łobodziński, ale zbyt lekko, by zaskoczyć Lehmanna. Prośby kibiców "My chcemy gola, Polacy my chcemy gola" ciągle nie były zrealizowane. Polacy odważniej zaatakowali przed końcem pierwszej połowy. Strzały Mariusza Lewadowskiego i Jacka Krzynówka zablokowali niemieccy obrońcy, a po zagraniu Wojciecha Łobodzińskiego i uderzeniu Macieja Żurawskiego piłka przeleciała pół metra obok prawego słupka niemieckiej bramki. Po minucie po drugiej stronie boiska w dogodnej sytuacji spudłował Mario Gomez. Od początku drugiej połowy w polskiej ekipie pojawił się na boisku Roger Guerriero, który zastąpił bezproduktywnego Macieja Żurawskiego. Brazylijczyk z polskim paszportem wprowadził sporo ożywienia w szeregi "biało-czerwonych". Już w pierwszej akcji w ataku nieźle dośrodkował na pole karne, ale tam nie było żadnego z partnerów. Chwilę później na skrzydle otworzył drogę do bramki rywali Łobodzińskiego, ale pomocnik Wisły Kraków skiksował. Po 15 minutach polski sektor zaczął skandować "Roger, Roger", co było najlepszym uznaniem dla jego wysiłków. W 63. minucie sam na sam z Lehmannem znalazł się Euzebiusz Smolarek, ale norweski sędzia liniowy, który w pierwszej połowie w podobnej sytuacji "puścił" grę, tym razem podniósł chorągiewkę. Po 20 minutach drugiej połowy zmęczonego Łobodzińskiego zastąpił Łukasz Piszczek, który do kadry przygotowującej się do Euro-2008 od trzech tygodni dołączył ... trzy dni przed meczem z Niemcami i wyłącznie wskutek kłopotów zdrowotnych Jakuba Błaszczykowskiego. Polacy w drugiej połowie grali aktywniej, odważniej, ale bramkę zdobyli Niemcy. Ostrzeżeniem powinien być strzał Ballacka w 70. minucie, który fantastycznie obronił Artur Boruc. Dwie minuty później bramkarz Celtiku Glasgow był bezradny, gdy po błędzie Pawła Golańskiego piłka trafiła do Podolskiego, a urodzony 23 lata temu w Gliwicach piłkarz mocno strzelił w górny róg. To jego 27. trafienie w 49. występie w niemieckiej drużynie narodowej. Po meczu Podolski wymienił się koszulkami z Mariuszem Lewandowskim, a później jako jedyny reprezentant Niemiec zszedł z boiska w stroju polskiej drużyny narodowej. Stracony gol podłamał polskich kibiców. W zajmowanych przez nich sektorach zrobiło się cicho, a fani ekipy Joachima Loewa rozpoczęli fetowania zwycięstwa. "Polska, Polska Auf Wiedersehen (do widzenia)" - zaczęli skandować. Kibice siedzący w drugiej połowie za bramką Lehmanna odpowiedzieli: "Jesteśmy z wami, Polacy jesteśmy z wami". Pięć minut przed końcem Polacy byli najbliżsi zdobycia honorowego gola. Po dośrodkowaniu Rogera Guerreiro piłkę trącił głową Marek Saganowski, ale niemiecki bramkarz instynktownie obronił.

POLSKA – BELGIA 2:0 (1:0).
1:0 Smolarek 45’ 2:0 Smolarek 49’

Żółte karki: Polska – Bąk, Błaszczykowski.
Sędzia: Bo Larsen (Dania).
Widzów: 47 000.

Stało się! Reprezentacja Polski pod wodzą holenderskiego szkoleniowca po raz pierwszy w historii awansowała do finałów Mistrzostw Europy. Pomogła magia wypełnionego po brzegi Stadionu Śląskiego i trochę szczęścia, które jak wiadomo sprzyja lepszym. - Jesteśmy z wami! Polacy jesteśmy z wami! – odśpiewali tuż po pierwszym gwizdku sędziego kibice na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Od początku meczu, aktywny był Jacek Krzynówek. Najpierw dośrodkowywał piłkę w pole karne z lewego skrzydła. Potem znalazł się po drugiej stronie boiska.W kolejnej akcji ofensywnej Polaków, goście ratowali się faulem na Euzebiuszu Smolarku. W 10. minucie interweniować musiał Artur Boruc. Belgowie dobrze rozegrali piłkę, a całą akcję zakończył strzałem Vincent Kompany. Na szczęście jego uderzenie nie było najmocniejsze. Później Michał Żewłakow zatrzymał szarżującego Kevina Mirallasa. W międzyczasie znów dał o sobie znać Krzynówek. Przejął piłkę w środku pola i pomknął w kierunku bramki Stijna Stijnena. Został zatrzymany przez obrońców. Po kwadransie gry i akcji Wojciecha Łobodzińskiego polska drużyna wywalczyła pierwszy rzut rożny. Trzy minuty później, po faulu na Radosławie Sobolewskim, mieliśmy rzut wolny z blisko 40 metrów. Stałe fragmenty gry zakończyły się bardzo niecelnymi strzałami Polaków. Sporo kłopotów polskim obrońcom sprawiał młody Mirallas, ale przegrywał pojedynki indywidualne z Grzegorzem Bronowickim i wspierającym go Mariuszem Lewandowskim. Po drugiej stronie boiska dobrze radził sobie Łobodziński. Z dystansu próbował strzelać Maciej Żurawski. Brakowało jednak precyzji, podobnie jak przy rzucie wolnym wykonywanym przez Żewłakowa. W 33. minucie doskonałą okazję do zdobycia mieli goście. Świetnie z rzutu wolnego strzelał Jan Vertonghen, ale jeszcze lepiej interweniował Boruc. Przez dziesięć kolejnych minut to goście byli stroną dominującą na boisku. Polscy piłkarze obudzili się kilka minut przez przerwą. Sobolewski z poświęceniem wywalczył piłkę, którą zagrał do Smolarka. Ten strzelił zbyt lekko. Za chwilę Smolarek wystąpił w roli killera. Wykorzystał błąd belgijskich obrońców, przejął piłkę, ograł bramkarza i skierował piłkę do pustej bramki. Polska – Belgia 1:0. Druga połowa rozpoczęła się od trzech dobrych akcji Jakuba Błaszczykowskiego, który zmienił Łobodzińskiego. Trzecia z nich zakończyła się strzałem Krzynówka z 20 metrów. Stijnen zdołał odbić piłkę, ale nie miał szans przy dobitce Smolarka. Na trybunach Śląskiego rozpoczęła się feta. Belgowie próbowali zmniejszyć straty, ale dobrze interweniował najpierw Boruc, a następnie Żewłakow. W 63. minucie znowu szansę na zdobycie gola miał Smolarek, ale tym razem to belgijski bramkarz był szybszy i wybił piłkę spod nóg napastnika Racingu Santander. Później do wychodzącego na dobrą pozycję Smolarka nie zdołał zagrać piłki Błaszczykowski. W kolejnych minutach Polacy oddali inicjatywę Belgom. Piłkarze Leo Beenhakkera nastawili się na obronę korzystnego rezultatu i wyczekiwali okazji do kontrataków. Okazja do podwyższenia prowadzenia pojawiła się w 80. minucie spotkania gdy Smolarek zagrał piłkę do Krzynówka. Nie udało się jednak dośrodkować do nadbiegającego Błaszczykowskiego. Trzeciego gola nie udało się zdobyć, ale nie to było tego dnia najważniejsze. Polska pokonała Belgię i zapewniła sobie awans do Mistrzostw Europy. Leo Beenhakker wyściskał i wycałował schodzącego z boiska Smolarka. Później podziękował wszystkim piłkarzom. To najlepsze podsumowanie eliminacji do Euro 2008. My też dziękujemy!

Polska - Kazachstan 3:1 (0:1)

0:1 Biakow 20' 1:1 Smolarek 55' 2:1 Smolarek 64' 3:1 Smolarek 65'
Żółte kartki: Kazachstan - Liapkin
Sędzia: Espen Berntsen (Norwegia) Widzów: 13,500

Polska: Boruc - Mi. Żewłakow (46' Wasilewski), Jop, Bąk, Bronowicki, Łobodziński (78' Kosowski), Lewandowski, Dudka, Krzynówek, Smolarek, Saganowski (46' Żurawski)

Kazachstan: Łorija - Liapkin, Kuczma, Smakow, Nurdauletow, Skorych (79' Karpowicz), Bałtijew, Żumaskalijew, Łarin (70' Sujumagambetow), Ostapienko, Biakow (85. Kairat Aszirbekow)

Biało-czerwoni w początkowych fragmentach meczu przystąpili do zdecydowanych ataków. Już w 1. minucie dobrą sytuację miał Ebi Smolarek, który z bliskiej odległości strzelał na bramkę Dawida Łoriji, ale nie trafił w światło bramki, a poza tym był na spalonym. upływem czasu ataki Polaków traciły impet, a coraz śmielej poczynali sobie Kazachowie. Jeden z ich kontrataków zakończył się powodzeniem. Trzech zawodników gości szarżowało na polską bramkę mając przed sobą tylko Mariusza Jopa, Michała Żewłakowa i Artura Boruca. Wykorzystali tą znakomitą okazję - Dmitrij Biakow z 6. metrów pewnym strzałem pokonał Boruca dając prowadzenie Kazachstanowi i wprawiając w osłupienie 13 tysięcy kibiców na Stadionie Wojska Polskiego. Do końca pierwszej połowy Polacy nie potrafili stworzyć dogodnej sytuacji do zdobycia bramki i schodzili do szatni przegrywając 0:1 przy akompaniamecie gwizdów polskich kibiców. Po upływie 2 minut i 35 sekund drugiej części gry na stadionie Legii zgasło światło z powodu awarii . Piłkarze zeszli do szatni i rozpoczęły się dywagacje, co dalej. Spekulowano, że mecz może zostać dokończony następnego dnia, lub nawet za kilka tygodni. Jednak po kilkunastominutowej przerwie udało się przywrócić jupitery do działania i mecz wznowiono.W tym momencie należy się zastanowić czy rozgrywanie meczy na przestarzałym obiekcie mogacym pomieścić zaledwie 13500 kibiców na mecze reprezentacji ma sens. Dlaczego nie można było grać w Krakowie czy Poznaniu lub Kielcach gdzie stadiony mają większa pojemność o sa zdecydowanie nowocześniejsze. Cóz w kontekście EURO 2012 powód do dumy to nie jest. Po niespodziewanej przerwie Polacy zaczęli grać znacznie lepiej. Dobrze spisywali się wprowadzeni przez Leo Beenhakkera po przerwie Maciej Żurawski i Marcin Wasilewski. Ale bohaterem został inny piłkarz - Ebi Smolarek. Najpierw w 55. minucie dostał on znakomite podanie od Jacka Krzynówka i strzałem z 16. metrów nad Łoriją wyrównał stan meczu. Ten gol dodał Polakom skrzydeł, ale kilka ich następnych akcji nie przyniosło jednak powodzenia. Jednak już po dziewięciu minutach udało się wyjść na prowadzenie. Z rzutu rożnego dośrodkował Żurawski, odbitą przez obrońców Kazachstanu piłkę przed polem karnym przejął Jacek Bąk, który popisał się znakomitym technicznym prostopadłym podaniem w pole karne, a do piłki wyszedł Smolarek i zdobył swoją drugą bramkę w tym meczu. Chwile później było już 3:1. Znów podawał Krzynówek, a kapitalnym uderzeniem z 16 metrów popisał się Euzebiusz Smolarek, który umieścił piłkę tuż przy słupku bramki Łoriji. Do końca spotkania biało-czerwoni kontrolowali już boiskowe wydarzenia, choć raz dopuścili do groźnej sytuacji pod bramką Boruca. Kazachowie nie zdołali jej jednak wykorzystać. Wygraliśmy 3:1, co przy remisach Serbów z Ormianami i Belgów z Finlandią sprawia, że do awansu do Euro 2008 potrzebne są nam już tylko 3 punkty!


FiNLANDIA - POLSKA 0:0

żółte kartki: Finlandia: Eremenko Polska: Jop, Błaszczykowski

Sędzia: Herbert Fandel (Niemcy)

Widzów: 34.000 (w tym 2000 z Polski)

Finlandia: Jaaskelainen - Pasanen, Hyypia, Tihinen, Tainio, Kolkka, Kuivasto, Eremenko, Johansson (72' Forssell), Heikkinen (90' Wiss), Sjoelund

Polska: Boruc - Golański, Jop, Żewłakow, Dudka - Błaszczykowski, Sobolewski, Lewandowski, Smolarek (81' Żurawski) - Krzynówek - Rasiak (66' Saganowski)
GRACZ MECZU POLSKA: A.BORUC
GRACZ MECZU FINLANDIA: SJOELUND


Tylko jeden punkt dopisali do swojego konta podopieczni Leo Beenhakkera. Mimo, że Polacy w wyjazdowym spotkaniu z Finlandią w Helsinkach byli stroną przeważającą i stwarzali okazje do strzelania bramki, to ostatecznie zaledwie bezbramkowo zremisowali. Pierwsze minuty spotkania pomiędzy Finlandią i Polską to przewaga gospodarzy. Podopieczni Leo Beenhakkera zaczęła łapać jednak właściwy rytm gry i stwarzali coraz większe zagrożenie pod bramką strzeżoną przed Jussi Jaaskelainena. Przed szansą na oddanie strzału dwukrotnie stawał Jacek Krzynówek, ale obie jego próby zostały zablokowane przez obrońców Finlandii. Kolejne minuty meczu to zdecydowana przewaga biało-czerwonych, którzy nie potrafili oddać celnego strzału na bramkę strzeżoną przez Jaaskelainena. W pierwszym kwadransie gry z bardzo dobrej strony pokazał się Jakub Błaszczykowski, który brylował w środowej strefie boiska i przekazywał sporo piłek w wolne sektory boiska inicjując kolejne groźne akcje biało-czerwonych. Po okresie dobrej gry przyszedł jednak czas niepoukładanej gry i oddania inicjatywy Finom. W grę podopiecznych Leo Beenhakkera wkradła się zbyt dużo niedokładności. Upływały kolejne minuty meczu, a Polacy nie byli w stanie zaskoczyć rywali rozgrywając piłkę głównie w środku pola. Obie reprezentacje grały w podobnym stylu, a biało-czerwoni mieli spore problemy ze sforsowaniem zagęszczonej środkowej strefy boiska. Ciągłe próby inicjowania akcji ofensywnych kończyły się na trzydziestym metrze od bramki Jaaskelainena. W 29. minucie gry Polacy oddali kolejny niecelny strzał, tym razem Mariusz Lewandowski uderzał z dwudziestu metrów, po zgraniu od Jakuba Błaszczykowskiego. Chwilę później w polu karnym reprezentacji Polski szarżował Daniel Sjoelund, ale strzał Fina wspaniale obronił Artur Boruc. Mimo, że spotkanie było prowadzone w szybkim tempie, a całe widowisko było emocjonujące to w pierwszej połowie meczu nie doczekaliśmy się strzelonej bramki. Na trybunach Stadionu Olimpijskiego - Helsinki słychać było głośne Polacy jesteśmy z Wami! Zarówno kibicom na stadionie, jak i przed telewizorami pozostawała nadzieja, że w drugiej połowie biało-czerwoni zagrają zdecydowanie lepiej i pokuszują się o strzelenie bramek. Początek drugiej połowy meczu był dobry dla Polski. Podopieczni Leo Beenhakkera potrafili zepchnąć rywali do defensywy, ale gorzej z wykorzystaniem nadarzających się sytuacji do strzelenia bramki. Dwie dobre okazje miał Euzebiusz Smolarek, ale nie był wstanie pokonać Jussi Jaaskelainena. Druga odsłona meczu był przez biało-czerwonych zdecydowanie lepsza od pierwszej. To Polacy dyktowali warunki gry na boisku, cóż jednak z tego skoro na Stadionie Olimpijskim w Helsinkach nadal był bezbramkowy rezultat. Polacy atakowali i dążyli do strzelenia bramki, a Finowie nie odpuszczali i przeprowadzali z kolei groźne kontry. W 70. minucie po jednej z takich akcji Polacy mogli stracić bramkę. Strzał Eremenki najpierw obronił Artur Boruc, a przy dobitce mieliśmy wielkie szczęście, bo piłka trafiła w słupek. W końcowych minutach meczu okazje do strzelenia bramki mieli zarówno Polacy, jak i Finowie. Biało-czerwoni dzięki wspaniałej postawi Artura Boruca zachowali czyste konto po strzale Hannu Tihinena. 85. minutę meczu Polacy będą wspominali jako prawdziwy koszmar. Najpierw piłka po strzale Marka Saganowskiego uderzyła w słupek, a następnie po dobitce odbiła się od poprzeczki i wyszła poza boisko. Ostatecznie w spotkaniu eliminacyjnym w Helsinkach padł bezbramkowy remis.
PORTUGALIA - POLSKA 2:2 (0:1)

0:1 Lewandowski 44' 1:1 Maniche 50' 1:2 Ronaldo 73' 2:2 Krzynówek 88'

widzów:48.000 ( około 7000 z Polski)
Żółte kartki: Boruc, Wasilewski, Bronowicki (Polska)

Portugalia: Ricardo - Caneira (13' Miguel), Meira, Alves, Bosingwa - Maniche, Petit, Deco - Ronaldo, Nuno Gomes (69' Quaresma), Sabrosa (81' Joao Moutinho)

Polska: Boruc - Wasilewski, Jop, Żewłakow, Bronowicki (56' Golański) - Błaszczykowski, Dudka, Krzynówek, Lewandowski, Smolarek (74' Łobodziński) - Żurawski (56' Matusiak)

GRACZ MECZU POLSKA: J.KRZYNÓWEK
GRACZ MECZU PORTUGALIA: C. RONALDO


Reprezentacja Polski zdobyła niezwykle ważny punkt na Estadio da Luz w Lizbonie i znacznie przybliżyła się do awansu na Mistrzostwa Europy w Austrii i Szwajcarii. Bramki dla naszego zespołu strzelili Jacek Krzynówek i Mariusz Lewandowski. Początek spotkania to typowe szachy, żaden z zespołów nie zdecydował się na atak co bardziej pasowało Polakom, którzy przed meczem remis przyjęli by w ciemno. Jednak w końcu Portugalia ruszyła do ataku i coraz częściej stwarzali zagrożenie pod bramką Artura Boruca. Bramkarz Celtiku Glasgow pierwszy raz musiał interweniować w 26. minucie kiedy po ładnym prostopadłym podaniu wygrał pojedynek sam na sam z Nuno Gomesem. Chwilę później było jeszcze groźniej - Cristiano Ronaldo trafił w poprzeczkę. Obrońcy coraz częściej ratowali się faulami, ale lekki strzał Deco to ostatni strzał gospodarzy w tej połowie. Polacy odsunęli grę od bramki i po fantastycznym podaniu Michała Żewłakowa świetną okazję miał Euzebiusz Smolarek - nie trafił w bramkę z 20 metrów. Wydawało się, że ta okazja może się tylko zemścić, bo chwilę później Polacy chaotycznie bronili się we własnym polu karnym. Wtedy nastąpiła rzecz, której widzowie najmniej się spodziewali - zepchnięta do obrony Polska strzeliła gola! Zaczęło się od świetnego strzału Jakuba Błaszczykowskiego z 25 metrów - Ricardo z trudem wypiąstkował piłkę w bok - tam pierwszy do niej dopadł Mariusz Lewandowski i strzelił do siatki obok rozpaczliwie interweniującego bramkarza. To co się wydarzyło w pierwszej połowie można rozpatrywać w kategoriach cudu. Polacy przez całą połowę rozpaczliwie się bronili i tylko trzykrotnie zaatakowali bramkę Ricardo - to wystarczyło by prowadzić do przerwy 1:0. Zgodnie z oczekiwaniami zaraz po przerwie podopieczni Luisa Felipie Scolariego rzucili się do ataku. Jeszcze w 47. minucie Gomes nie wykorzystał zamieszania w polu karnym, ale chwilę później po błędzie Żewłakowa stanął oko w oko z Borucem. Do odbitej przez bramkarza piłki dopadł Maniche i między obrońcami strzelił do pustej bramki. Po wyrównującej bramce obraz spotkania się nie zmienił i gospodarze nadal atakowali - niestety skutecznie. W 73. minucie ponownie zamieszanie w polu karnym - piłka trafiła do Cristiano Ronaldo, który z ośmiu metrów zdobył drugą bramkę dla Portugalii. Ataki Polakom przychodziły bardzo ciężko - staraj się je prowadzić przede wszystkim Jacek Krzynówek, choć wydawało się, że prędzej do gospodarze podwyższą rezultat. Jednak ponownie - zupełnie niespodziewanie - to Polacy strzelili gola nagradzając fantastycznie dopingujących kibiców biało-czerwonych. Po akcji lewą stroną do środka zszedł Jacek Krzynówek i mocno strzelił do ziemi - odbita od słupka piłka trafiła w Ricardo i wpadła do bramki. Polakom udało się obronić do końca korzystny rezultat. Portugalczycy byli zupełnie bezradni - atakowali, ale nie strzelali zbyt często - w przeciwieństwie do Polaków, którzy rzadko znajdowali się na połowie przeciwnika, ale za to byli bardzo skuteczni i odbierając punkty faworytom zbliżyli się do pierwszych w historii występów na Mistrzostwach Europy.

AZERBEJDZAN - POLSKA 1:3

Bramki:
1:0 - Subaszić 6. 1:1 - Smolarek 63. 1:2 - Krzynówek 66. 1:3 - Krzynówek 90.
Żółte kartki: Walijew, Gurbanow, Zawadow (Azerbejdżan) - Wasilewski (Polska)
Sędziował - Costas Kapitanis (Cypr)

Azerbejdżan: Walijew - Karimow, Abbasow, Kulijew - Abbasow, Czertaganow, A.Gurbanow (65. I.Gurbanow), Gulijew, Imamalijew (70. Gaszimow) - Subaszic, Mamedow (53. Dzawadow)

Polska: Boruc - Wasilewski, Bąk, Żewłakow, Dudka - Błaszczykowski (57. Łobodziński), Lewandowski, Krzynówek - Żurawski (57. Saganowski), Smolarek, Rasiak (81. Sobolewski)
Widzów: 26 000
Miała być gra w kości i chaotyczne ataki, a była dojrzale grająca reprezentacja, która skarciła szkolne błędy Polaków i przez godzinę napędziła im sporo strachu. Azerbejdżan postawił Polsce bardzo ciężkie warunki, ale udało się wygrać 3:1, a bohaterem został Jacek Krzynówek, który zdobył dwa gole, a przy trafieniu Euzebiusza Smolarka asystował.
Leo Beenhakker postawił na bardzo ofensywny skład. Na boisko wyszło trzech napastników i Polacy zamierzali szybko zdobyć bramkę dającą spokój w poczynaniach. Wszystko potoczyło się jednak zupełnie inaczej.
Pierwsza połowa zupełnie zaskoczyła kibiców białoczerwonych, a to co się stało w 5. minucie wprawiło ich w osłupienie. Po polskiej prawej stronie w dziecinny sposób Bronimir Subasić ograł Dariusza Dudkę, a potem fatalny błąd popełnił Artur Boruc, który spodziewając się dośrodkowania zostawił pustą bramkę, co napastnik gospodarzy bez większego problemu wykorzystał.
Polacy zostali zaskoczeni, ale chcieli bardzo szybko odrobić straty, jednak zupełnie brakowało pomysłu. Trzej napastnicy nie potrafili sobie znaleźć miejsca w gąszczu obrońców, a żaden z nich nie pomagał w rozegraniu Mariuszowi Lewandowskiemu. Jedyne zagrożenie goście sprawiali po akcjach Jakuba Błaszczykowskiego, jednak przeważnie kończyło się na rzutach rożnych. Po nich następował chaos w polu karnym, z którego Azerowie wychodzili obronną ręką.
Z czasem Polacy znajdowali sposób na grę. Co ciekawe do rozegrania cofał się najsłabiej predysponowany do gry w pomocy Grzegorz Rasiak i w swoich próbach był całkiem skuteczny. Coraz częściej akcje prowadził też Jacek Krzynówek. Starał się - choć bezproduktywnie Euzebiusz Smolarek. Brakowało dobrej gry Macieja Żurawskiego. Jednak nawet kiedy gra zaczynała się zazębiać - rywale upadali na murawę i wstrzymywali grę na 1-2 minuty. Dlatego decyzja Costasa Kapitanisa o przedłużeniu połowy tylko o trzy minuty była kontrowersyjna i w razie przegranej Polaków mogłaby być mu nie raz przypomniana.
Naprawdę groźnie pod bramką Azerów było tylko raz i to z pomocą cypryjskich sędziów. W 42. minucie Maciej Żurawski za późno podał do Błaszczykowskiego, ale dwumetrowy spalony został puszczony przez sędziego, ale Błaszczykowski nie potrafił pokonać Farhada Walijewa. W przerwie można było się tylko zastanawiać - czy to zły sen? Brak ładu w akcjach ofensywnych, fatalne kiksy bardzo pewnej zwykle obrony i pożądanego przez Milan i Arsenal Boruca. Można było mieć tylko nadzieję, że po przerwie zacznie się drugi, lepszy mecz.
Pierwszy kwadrans drugiej połowy nie zapowiadał niczego dobrego, a kiedy Leo Beenhakker zdecydował się w 57. minucie zdjąć Jakuba Błaszczykowskiego, to można się było zastanawiać, kto teraz będzie grał? Mimo to udało się strzelić gola. W 62. minucie z głębi pola z rzutu wolnego dośrodkował Krzynówek. W polu karnym zawrzała walka i wszyscy zapomnieli o Euzebiuszu Smolarku, który dołożył głowę i wyrównał stan meczu.
Bramka nie do końca zasłużona, ale przebudziła Polaków i drugie trafienie po 4 minutach od pierwszego było już zupełnie zasłużone. Z prawej strony Wojciech Łobodziński związał dwóch rywali i dośrodkował w pole karne, gdzie Walijew zdołał obronić strzał drugiego rezerwowego - Marka Saganowskiego, ale przy dobitce Jacka Krzynówka był już bezradny. Potem na boisku ponownie zapanował chaos, jednak tym razem był to problem Azerów, bo to oni szukali wyrównującej bramki. Oba zespoły tylko chwilowo potrafiły poukładać grę, a w polskim zespole najlepiej sobie radzili obaj rezerwowi. Pod koniec przewagę osiągnęli nawet gospodarze, zdobywając kilka stałych fragmentów gry, ale na szczęście na tym się skończyło, a w 89. minucie na szczęście udało im się odebrać nadzieję na dobry wynik. Po lewej stronie efektownym dryblingiem popisał się Saganowski i podał do Krzynówka, ten oszukał kolejnego obrońcę i strzelił obok zagubionego bramkarza. Polska wygrała spotkanie 1:3.
Najważniejsze są trzy punkty, więc po meczu można być zadowolonym. Jednak na pewno nikt sobie nie życzy, żeby Polacy zawsze prezentowali taki poziom. Piłkarskie powiedzenie mówi, że sztuką jest wygrać, kiedy się gra słabo i to się udało. Jednak Leo Beenhakker po tym spotkaniu powinien usiąść razem z piłkarzami i dokładnie przeanalizować, dlaczego rywale napędzili nam tyle strachu, a Polacy grali bardzo chaotycznie.


POLSKA - ARMENIA 1:0

Bramka: Maciej Żurawski (26)
Żółte kartki: Jegisze Melikjan, Lewon Paczajan, Karen Dochojan, Romik Chaczatrjan
Sędziował: Alberto Undiano Mallenco (Hiszpania)
Widzów: 15 500.

Polska: Artur Boruc, Marcin Wasilewski, Jacek Bąk, Dariusz Dudka, Michał Żewłakow - Jakub Błaszczykowski, Mariusz Lewandowski, Przemysław Kaźmierczak (61-Radosław Sobolewski), Łukasz Garguła, Jacek Krzynówek (83-Ireneusz Jeleń) - Maciej Żurawski.

Armenia: Roman Berezowski - Jegisze Melikjan, Sargis Howsepjan, Robert Arzumanjan, Karen Dochojan - Artawazd Karamjan (69-Samweł Melkonjan), Romik Chaczatrjan, Lewon Paczajan, Rafael Nazarjan (46- Edgar Manuczarjan) - Robert Zebeljan, Armen Szahgeldjan

BELGIA - POLSKA 0:1 (0:1)

Bramka: Radosław Matusiak (19).

Żółte kartki: Karel Geraerts, Thomas Vermaelen, Philippe Leonard, Timmy Simons, Bart Goor (Belgia), Jakub Błaszczykowski, Radosław Sobolewski (Polska).

Sędzia: Stuart Dougal (Szkocja).
Widzów: 40 000.(z Polski 14.000)

Belgia: Stijn Stijnen - Carl Hoefkens, Philippe Leonard (79- Gaby Mudingayi), Daniel Van Buyten, Thomas Vermaelen - Anthony Vanden Borre (46-Stein Huysegems), Timmy Simons, Karel Geraerts, Bart Goor - Emile Mpenza, Kevin Vandenbergh (63-Luigi Pieroni)

Polska: Artur Boruc - Marcin Wasilewski, Jacek Bąk, Michał Żewłakow, Grzegorz Bronowicki - Jakub Błaszczykowski, Dariusz Dudka (79-Rafał Murawski), Radosław Sobolewski, Euzebiusz Smolarek - Maciej Żurawski (62-Łukasz Garguła), Radosław Matusiak (89-Przemysław Kaźmierczak)

Polscy piłkarze pokonali w Brukseli Belgię 1:0 (1:0) w meczu grupy A eliminacji Euro 2008.
Przetrzebiona kontuzjami kadra zagrała bardzo dobre kolejne spotkanie a szczególnie pierwszą połowę wspierana przez liczną publiczność z Polski która mogła odśpiewać "Polacy gramy u siebie" momentami całkowicie zagłuszająć kibiców Belgijskich.
Gola dla Polski strzelił w 20. minucie Radosław Matusiak, który zmusił do błędu obrońcę Bayernu Monachium Daniela Van Buytena. Napastnik BOT GKS Bełchatów wykorzystał sytuację sam na sam z belgijskim bramkarzem i strzałem w długi róg zdobył prowadzenie dla Polski.Również w kilku innych sytuacjach pokazał dużą klase
W 36. minucie "biało-czerwoni" mogli wygrywać już 2:0. Kapitalnym, prostopadłym podaniem do Euzebiusza Smolarka popisał się Matusiak. Popularny "Ebi" naciskany przez obrońcę gospodarzy minimalnie przestrzelił "setke:.
Niewiele brakowało, a w doliczonym czasie gry Smolarek wpisałby się jednak na listę strzelców po mocnym strzale główką piłka poszybowała obok spojenia bramki. Maciej Żurawski dokładnie dośrodkował w pole karne. Piłkarz Borussii Dortmund świetnie uderzył głową z 8 metrów, ale piłka przeleciała obok słupka.
Po zmianie stron optyczną przewagę mieli Belgowie, którzy starali się odrobić straty. Zmienili ustawienie na trójkę napastników a w końcówce meczu dodatkow do lini ataku przesunięto von Buytena. Podopieczni Leo Beenhakkera bronili umiejętnie i mądrze taktycznie dostępu do własnej bramki, czekając na okazję do wyprowadzenia kontrataku.
Najlepszą okazję do zdobycia gola dla polskiego zespołu w drugiej połowie miał Marcin Wasilewski. Jego strzał głową z 6 metrów obronił Stijn Stijnen.
W końcowych minutach Belgowie rozpaczliwie atakowali, ale nasi obrońcy i interweniujący pewnie bramkarz Artur Boruc nie popełnili błędów.
Po raz kolejny należy pochwalić trenera Polaków za nosa w ustawieniu taktycznym oraz styl gry biało-czerwonych których najsilniejszą bronią był szybki atak a także doskonałe ustawienie na boisku.

POLSKA - PORTUGALIA 2:1 (2:0)

Bramki: dla Polski - Euzebiusz Smolarek dwie (9, 18); dla Portugalii - Nuno Gomes (90+2).
Żółte kartki: Wojciech Kowalewski (Polska), Simao Sabrosa, Ricardo Rocha (obaj Portugalia).
Sędziował: Wolfgang Stark (Niemcy).
Widzów: 40 000.

Polska: Wojciech Kowalewski - Paweł Golański, Jacek Bąk, Arkadiusz Radomski, Grzegorz Bronowicki - Jakub Błaszczykowski (65-Jacek Krzynówek), Mariusz Lewandowski, Radosław Sobolewski, Euzebiusz Smolarek - Maciej Żurawski, Grzegorz Rasiak (74-Radosław Matusiak).

Portugalia: Ricardo - Miguel, Ricardo Carvalho, Ricardo Rocha - Nuno Valente - Petit (68-Nani), Costinha (46-Tiago) - Simao Sabrosa, Deco (83-Maniche), Cristiano Ronaldo - Nuno Gomes.

Polska wygrała z Portugalią 2:1 (2:0) w meczu grupy A eliminacji piłkarskich mistrzostw Europy, który odbył się w Chorzowie. Gwiazdą wieczoru był Ebi Smolarekktóry zdobył Obydwie bramki dla Polski .Należy zaznaczyć że Polska zagrała bardzo dobry mecz. Wszystkie formacje doskonale się uzupełniały. Zarówno Żurawski,Smolarek jak i Rasiak doskonale wyprowadzali kontrataki. Doskonale na skrzydłach zagrali Błaszczykowski i Bronowiecki. Wystarczy spojrzeć na statystyke strzałów: 18:6 na korzyść biało-czerwonych.Po raz kolejny sprawdziło sie więc stare porzekadło "dopóki piłka w grze...".

Grzegorz Rasiak:
"Cała drużyna zagrała bardzo dobrze i wszyscy zasłużyli na słowa pochwały. Cieszę się, że choć kibice nie najlepiej mnie przyjęli, to docenili mój wysiłek na boisku i nagrodzili brawami, gdy schodziłem. Słyszeć skandowanie swojego nazwiska to bardzo miłe, bo przecież dla kibiców zawsze gramy. Mam nadzieję, że po tym zwycięstwie wszyscy będą patrzeć na reprezentację przychylniejszym okiem".

Euzebiusz Smolarek:
"Zagraliśmy dzisiaj bardzo dobry mecz, szczególnie pod względem taktycznym. Byliśmy konsekwentni i zdyscyplinowani, robiliśmy dokładnie to, co zaplanowaliśmy przed meczem. Wiedzieliśmy, że w spotkaniu z takim rywalem jak Portugalia nie będzie wiele okazji do zdobycia bramek, dlatego trzeba było zagrać skutecznie. Cieszę się, że udało mi się wykorzystać dwie sytuacje i szybko objęliśmy prowadzenie. Mam jednak nadzieję, że nie był to najlepszy i najważniejszy mój mecz w reprezentacji, bo takie dopiero przede mną. Podczas dwóch ostatnich zgrupowań wykonaliśmy dobrą robotę i to zaczyna procentować, ale musimy mieć świadomość, że dziś dopiero zrobiliśmy pierwszy krok w kierunku awansu do mistrzostw Europy. Droga przed nami jeszcze daleka".

Leo Beenhakker (trener reprezentacji Polski):
"Zrobiliśmy dzisiaj to, co do nas należało. Wiedzieliśmy, że Portugalczycy mają bardzo dobrych technicznie piłkarzy. Dlatego od początku plan był prosty - nie dać im pograć w środku pola. Szczególnie w pierwszej połowie zagraliśmy bardzo dobrze, zdobyliśmy dwa gole i wypracowaliśmy kilka kolejnych okazji. A Portugalczycy w tym czasie nie mieli żadnej szansy bramkowej.
Druga połowa była trudniejsza, bo rywale wprowadzili bardziej ofensywnych zawodników i wywierali na nas dużą presję. W tej sytuacji jedyną możliwością była gra szybkim kontratakiem. Rezultat jest zbyt skromny, biorąc pod uwagę liczbę stworzonych przez nas sytuacji bramkowych. Z drugiej jednak strony pamiętajmy, że walczyliśmy z jednym z najlepszych zespołów na świecie. Możemy być usatysfakcjonowani z wyniku i stylu w jakim go osiągnęliśmy.
Po tym zwycięstwie wciąż liczymy się w walce o finały ME. Dla mnie największą pozytywną niespodzianką ostatnich dziesięciu dni jest bardzo dobra postawa zarówno z Kazachstanem jak i z Portugalią Grzegorza Bronowickiego. W obu tych meczach grał bardzo solidnie. Ale o sukcesie zadecydowała gra zespołowa, a my dziś nie mieliśmy słabych punktów i wszyscy zawodnicy walczyli tak, jak sobie tego życzyłem. Wielką pracę wykonali kibice, którzy dopingowali nas przez 90 minut i bardzo pomogli drużynie. To duże wsparcie jeżeli gra się przy tak dużej liczbie publiczności".

POLSKA - FINLANDIA 1:3 (0:0)

0:1 Litmanen 54'

0:2 Litmanen 76' (k)
0:3 Vayrynen 85'
1:3 Garguła 90'

Żółte kartki: Finlandia - Vayrynen

Czerwona kartka: Głowacki (75 min.)

Sędzia: Laurent Duhamel (Francja)
Widzów: 15,000

Polska: Dudek - Wasilewski, Bąk, Głowacki, Michał Żewłakow, Radomski, Krzynówek, Błaszczykowski (46 Jeleń), Szymkowiak (46 Smolarek), Żurawski, Frankowski (73 Garguła)

Finlandia: Jaaskelainen - Pasanen, Hyypia, Tihinen, Kallio, Heikkinen, Tainio, Vayrynen, Litmanen (87 Forssell), Kolkka (79 Nurmela), Johannsson (67 Jeremenko)Bramki: Nicklas Bendtner (32), Dennis Rommedahl (63).
Żółta kartka: Mariusz Jop (Polska).
Sędziował: Tony Asumaa (Finlandia).

Reprezentacja Polski fatalnie rozpoczęła eliminacje Euro 2008 przegrywając u siebie z Finlandią 1:3.

Nie pomogły zmiany w składzie w stosunku do spotkania z Danią (0:2) i biało-czerwoni wręcz sprezentowali rywalom trzy punkty, co jak na razie niemal do zera redukuje ich szanse na awans do finałów.

Początek spotkania był spokojny w wykonaniu obydwu drużyn. Polacy byli częściej i dłużej przy piłce, ale niewiele z tego wynikało, bowiem rozgrywali ją przede wszystkim na swojej połowie. Pierwsza groźnieszja akcja została przeprowadzona w 10. minucie, ale Jakub Błaszczykowski, który otrzymał piłkę od Tomasza Frankowskiego, strzelił z ostrego kąta nad popreczką.

Przewaga nadal była po stronie biało-czerwonych, ale piłkarze prowadzeni przez Leo Beenhakkera nie byli w stanie przedrzeć się przez defensywę Finów kierowaną przez pewnie grającego Sami Hyypię. Co prawda Polacy przeprowadzili dwie dynamiczne akcje lewą stroną boiska, ale za każdym razem rywale wyjaśniali sytuację. Na strzał pozwolili dopiero Frankowskiemu w 14. minucie, lecz uderzona z 20 metrów piłka poszybowała nad poprzeczką.

Goście co jakiś czas starali się zagrozić bramce Jerzego Dudka, ale brakowało im zdecydowania w końcowych fazach akcji i nie potrafili zakończyć ich strzałami. Nieco lepiej wyglądało to ze strony Polaków. W 26. minucie z dobrej strony pokazał się kapitan Maciej Żurawski, który otrzymał piłkę od Frankowskiego, przebiegł z nią 20 metrów i strzelił po ziemi, lecz Jussi Jaaskelainen był na posterunku.

Później jednak gra gospodarzy w ataku wyglądała już znacznie gorzej i po paru minutach kibice zaczęli skandować nazwisko siedzącego na ławce Euzebiusza Smolarka. Polacy nie mieli za bardzo pomysłu na grę w środku pola i często tracili piłkę. Finowie grali dużo spokojniej, ale im także nie za bardzo wychodziła gra ofensywna. Jednak w 37. minucie było groźnie pod polską bramką. Hyypia z prawej strony wyłożył piłkę do Teemu Tainio, a ten niepilnowany przez żadnego z obrońców uderzył minimalnie obok słupka.

Biało-czerwoni grali niemrawo i co już staje się niemal tradycją, biegali zdecydowanie mniej niż rywale, którzy starali się przejąć piłkę już na połowie Polaków. Mogło to przynieść efekt w 43. minucie. Błaszczykowski nie wiedzieć czemu zagrał w poprzek boiska do tyłu, do piłki dopadł Johannsson, wpadł w pole karne, ale jego strzał na rzut rożny sparował Dudek.

Polacy zrewanżowali się dwoma dobrymi akcjami, ale najpierw Żurawski, a potem Frankowski byli na spalonym. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie i do szatni zawodnicy schodzili przy gwizdach kibiców rozczarowanych grą biało-czerwonych.

Zgodnie z oczekiwaniami, w przerwie nastąpiły dwie zmiany. Na boisku pojawili się Euzebiusz Smolarek i Ireneusz Jeleń, a na ławce usiedli Mirosław Szymkowiak i Błaszczykowski. Smolarek od razu pokazał, że ma ochotę do gry, jednak po jego dynamicznym wejściu pomiędzy dwóch rywali sędzia niesłusznie odgwizdał zagranie ręką.

Chwilę później było groźnie pod polską bramkę. Prostopadłe podanie otrzymał Johannsson, ale jego strzał obronił Dudek. Potem dobrą akcję przeprowadził Jeleń, lecz wywalczył tylko rzut rożny. W 54. minucie było za to 0:1. Dudek tak niefortunnie wybił piłkę, że odbiła się ona od klatki piersiowej jednego z rywali i spadła wprost pod nogi Jariego Litmanena. Ten nie zmarnował sytuacji sam na sam z polski bramkarzem i spokojnie przeniósł nad nim piłkę.

Stracony gol nieco zmobilizował Polaków, ale nadal nie mieli oni pomysłu na sforsowanie obrony rywali. Mnożyły się indywidualne akcje, ale brakowało zespołowości. Finowie grali konsekwentnie i daleko od swojej bramki starali się rozbijać ataki rywali. Szczególnie dobrze wychodziła im gra w powietrzu, gdzie wygrywali zdecydowaną większość pojedynków.

Wreszcie 65. minucie z dobrej strony pokazał się Smolarek, który po indywidualnej akcji strzelił po ziemi, lecz Jaaskelainen pewnie złapał piłkę. Zawodnik Borussii Dortmund w 68. minucie zmarnował doskonałą okazję do wyrównania. Radomski prostopadle podał do Żurawskiego, ten odegrał piłkę w poprzek pola karnego, ale Jaaskelainen wyszedł z bramki i zdołał obronić strzał Smolarka. Chwilę później z rzutu rożnego dośrodkował Jacek Krzynówek, a Marcin Wasilewski minimalnie spudłował strzelając głową.

W 73. minucie Beenhakker przeprowadził ostatnią zmianę, wprowadzając za Frankowskiego debiutanta z GKS Bełchatów Łukasz Gargułę. Nie dało to spodziewanych efektów. Dwie minuty później doszło do kontrowersyjnej sytuacji w polskim polu karnym. Alexei Jeremenko najpierw zdecydowanie za wysoko podniósł nogę, gdy miał przy sobie Głowackiego, czego sędzia nie zauważył. Potem w walce jeden na jeden jako pierwszy odepchnął polskiego obrońcę, który padając na ziemię pociągnął go za sobą i dopiero wówczas usłyszeliśmy gwizdek arbitra. Laurent Duhamel wskazał na 11. metr i na dodatek wyrzucił z boiska Głowackiego. Litmanen pewnie wykorzystał jedenastkę i było 0:2.

Na domiar złego dziewięć minut później Polacy stracili trzecią bramkę. Litmanen przerzucił piłkę nad polskimi obrońcami, którą przejął wbiegający zza ich pleców Mika Vayrynen i przelobował Dudka, przesądzając o losach spotkania. Polacy zdobyli się na zryw dopiero w końcówce spotkania. Garguła ładnie przerzucił sobie piłkę na lewą nogę i przymierzył z 20 metrów, zdobywając honorowego gola dla biało-czerwonych.

W swym drugim meczu eliminacji ME2008 reprezentacja Polski spisała się o niebo lepiej niż w pierwszym. Po niezłych 70 minutach i średnich ostatnich 20 biało-czerwoni zremisowali w Warszawie z Serbią 1:1. Rzadkiej urody bramkę dla podopiecznych Leo Beenhakkera [fot] zdobył debiutujący w kadrze Radosław Matusiak.


POLSKA - SERBIA 1:1 (1:0)
1:0 Radosław Matusiak 29'
1:1 Danko Lazovic 71'

Widzów: 5500

żółte kartki: Golański, Kowalewski - Stankovic, Markovic, Stepanov

Polska: Wojciech Kowalewski - Paweł Golański (71' Marcin Wasilewski), Mariusz Jop, Jacek Bąk, Michał Żewłakow - Ireneusz Jeleń (73' Jakub Błaszczykowski), Mariusz Lewandowski, Arkadiusz Radomski, Jacek Krzynówek - Maciej Żurawski, Radosław Matusiak

Serbia: Vladimir Stojkovic - Marjan Markovic, Mladen Krstajic, Milan Stepanov, Milan Bisevac - Igor Duljaj (66' Ivan Ergic), Nenad Kovacevic, Dejan Stankovic, Aleksandar Trisovic (60' Danko Lazovic) - Marko Pantelic (82' Ognjen Koroman), Nikola Zigic

Mecz rozpoczął się od okazji dla gości, ale nie wykorzystali jej. Potem coraz lepiej grali niesieni (mimo wszystko) dopingiem dość nielicznie zgromadzonej publiczności, którą odstraszyła porażka z FInlandią i przedewszystkim wysokie ceny biletów od 90 do 400 zł biało-czerwwoni. Widać było, że zmiany w składzie przeprowadzone przez Beenhakkera przynoszą skutek. Praktycznie wszyscy 'nowi' zawodnicy grali lepiej od 'starych'.

W 7 minucie jeden z nich, obrońca Paweł Golański, wpadł w pole karne, zdołal uderzyć, ale trafił w dobrze ustawionego bramkarza Serbów. Stojkovic zdołał tylko odbić piłkę, ale żaden z napastników nie asekurował akcji w środku pola karnego i bramki nie było. W ogóle zawodnik Korony zasłużył na sporo pochwał, gdyż często włączał się do akcji ofensywnych i dzięki jego współpracy z Ireneuszem Jeleniem Polacy stwarzali na prawej stronie bardzo poważne zagrożenie.

Odwrotnie było na przeciwnej flance. Ani Żewłakow się nie włączał, ani Krzynówek nie angażował się w grę. Dramat. W 16 minucie Polacy przeprowadzili piękną, książkową wręcz akcję. Rozpoczął ją świetnym podaniem Lewandowski, Jeleń po szarży prawą stroną dośrodkował w pole karne, a tam do strzału głową złożył się Żurawski. Na posterunku był jednak Stojkovic i skończyło się na brawach za ładną akcję.

Chwilę później kolejną dynamiczną akcję skrzydłem przeprowadził Jeleń, lecz jego mocny strzał trafił wprost w bramkarza. Kibice nie po raz pierwszy (i nie ostatni) tego wieczoru odśpiewali 'Irek Jeleń! Irek Jeleń!'.

O ile prawa strona spisywała się bardzo dobrze, to pozostałym formacjom można było sporo zarzucić. Znów brakowało kreatywności w środku pola. Lewandowski z Radomskim, poza kilkoma sytuacjami, nie potrafili rozegrać jakiejś nieszablonowej akcji, którą pomogliby rozbroić obronę przeciwnika. Czasami za rolę 'play makera' brał się Żurawski, ale wtedy brakowało go w ataku.

W 30 minucie 'Żuraw' podał do Radosława Matusiaka, a ten podholował nieco piłkę i zdecydował się na uderzenie z 30 metrów. Piłka po technicznym uderzeniu napastnika z Bełchatowa i lekkim otarciu od nogi jednego z przeciwników wpadła w okienko. Bramkarz z Bałkanów nie miał szans.

Zdobyta bramka nieco rozluźniła szyki drużyny biało-czerwonych. W 36 minucie obrońcy puścili długą piłkę, ale dopisało nam ogromne szczęście. Futbolówka odbiła się od pięty jednego z serbskich napastników i wróciła pod nogi polskich defensorów. Chwilę później sam na sam z Kowalewskim był Zigic, trafił jednak w nogę polskiego bramkarza. Pierwsza połowa zakończyła się zasłużonym prowadzeniem reprezentacji Polski.

Po przerwie wreszcie ruszyło się coś po polskiej lewej stronie boiska. Krzynówek przypomniał sobie, że kiedyś potrafił grać w piłkę, a Żewłakow wydatnie mu w tym pomagał. W 56 minucie 'Krzyno' był bliski zdobycia gola. Po jego uderzeniu z rzutu wolnego piłka przeleciała tuż nad poprzeczką.

Serbowie dostrzegli jednak, że czas im ucieka i zabrali się do gry. Na efekty nie trzeba było zbyt długo czekać. W 58 minucie po raz kolejny od utraty gola Polskę uchronił Kowalewski instynktownie odbijając atomowe uderzenie Stankovica. Potem po strzale Pantelica bramkarz Spartaka Moskwa zdołał tylko odbić piłkę przed siebie, ale Lazovicowi zabrakło zimnej krwi i nie trafił on w bramkę.

Polacy mogli podwyższyć na 2:0, a dokładniej rzecz ujmując, szansę na to miał Krzynówek. Pomocnik Wolfsburga w pełnym biegu wpadł w pole karne i mcno lewą nogą uderzył z 10 metrów. Stojkovic w niesamowity wręcz sposób wybronił i Polacy mieli tylko rzut rożny. Chwilę później po dobrej kontrze Polaków przed szansą stanął Żurawski, który otrzymał idealne podanie od Matusiaka. Niestety jednak, napastnik Celtiku trafił tylko w słupek.

Kilka chwil później goście wyprowadzili kontrę. Przy długim podaniu zawinił Jop, który wyskoczył do piłki, ale jej nie sięgnął, dopadł do niej Pentelic i mocno uderzył na bramkę Kowalewskiego. Ten zdołał wprawdzie odbić ją przed siebie, lecz przy dobitce Danko Lazovica nie miał szans.

Po utracie gola gra reprezentacji Polski stanęła w miejscu. Biało-czerwonym brakowało pomysłu na to, jak w ostatnim kwadransie zmienić losy spotkania. Aż prosiło się o zmiany. Poza podwójną zmianą na prawej stronie (Wasilewski za Golańskiego i Błaszczykowski za Jelenia - obaj schodzący nabawili się kontuzji) ich się jednak nie doczekaliśmy. Przez 20 minut rozgrzewał się Łukasz Garguła, lecz na boisko nie wszedł.

Zmęczeni biało-czerwoni (poza Błaszczykowskim, który zagrał dużo lepiej niż z Finami) nie byli już w stanie strzelić bramki dającej im trzy punkty. Jeden punkt w dwóch meczach na własnym terenie to nie jest dobry wynik. Nie jest to też wynik przeciętny, ale po prostu kiepski. Cieszy lepsza postawa w spotkaniu z Serbami, ale nie wiadomo, czy to permanentna zmiana, czy tylko jednorazowy 'wyskok' spowodowany tragiczną grą w meczu z Finami. Na odpowiedź na to pytanie przyjdzie nam zaczekać do kolejnych spotkań.

KAZACHSTAN - POLSKA 0:1 (0:0)

Bramka: Smolarek (52. min)
Żółte kartki: Utabajew, Aszirbekow, Biakow (wszyscy
Kazachstan).
Sędziował: Trivković (Chorwacja).
Widzów: 20 000.

Kazachstan: Łorija - Azowskij, Kuczma, Żałmagambietow, Smakow - Utabajew (68. Aszirbekow), Karpowicz (59. Trawin), Siergjenko (82. Łarin), Chochłow, Biakow - Żumaskalijew.

Polska: Kowalewski - Golański, Bąk, Radomski, Bronowicki - Błaszczykowski (87. Grzelak), Sobolewski, Lewandowski (30. Kaźmierczak), Smolarek - Żurawski (71. Matusiak), Rasiak.

Zaledwie jedną bramkę udało się strzelić naszej reprezentacji w meczu z zajmującą 120. miejsce w rankingu FIFA drużyną Kazachstanu, która zagrała na poziomie III ligi. Całe szczęście, że biało-czerwonych barw bronił w Ałmatach Euzebiusz Smolarek.
Ebi uchronił nas przed kompromitacją i wciąż możemy marzyć o awansie do mistrzostw Europy.
- Przyjechaliśmy tu po trzy punkty i swoje zrobiliśmy - mówił po meczu napastnik Borussii Dortmund.
To dzięki jego bramce trener Leo Beenhakker wygrał pierwszy mecz z naszą reprezentacją.
- To teraz trener może zostać, prawda? - ironizował Ebi, robiąc aluzję do doniesień prasowych, że Holender już wkrótce może stracić pracę. - To jest naprawdę dobry szkoleniowiec, który może nas wiele nauczyć - przekonywał dziennikarzy.
Nauka poszła w las
Po tym jednak, co zaprezentowali w Kazachstanie nasi piłkarze, można stwierdzić, że nauka poszła w las. Polacy znów, tak jak w meczu z Finlandią, razili brakiem pomysłu na grę i koszmarną nieskutecznością, nie potrafiąc wypunktować słabiutkich rywali.
- Wielkim problemem było to, że nie umieliśmy wykorzystać doskonałych sytuacji do strzelenia gola. A kiedy nie strzela się goli, to daje się przeciwnikowi okazję do tego, żeby nabrał pewności siebie - narzekał Beenhakker. - Zaczęliśmy mecz dobrze, mieliśmy dużą przewagę. Później jednak coś się zacięło.
"Zacięli się" niemal wszyscy. Boczni obrońcy irytowali niedokładnością, filar obrony Jacek Bąk co chwilę się gubił, pomocnicy nie potrafili stwarzać sytuacji, a nieliczne okazje partaczyli niemrawi napastnicy. Na szczęście tych ostatnich wyręczył wszędobylski Smolarek.
- Trener pozwolił mi często wchodzić do środka i grać jako napastnik. Tak też zrobiłem i dzięki temu udało mi się strzelić. Gdybym ciągle tylko biegał na skrzydle, to pewnie bramki by nie było. W Borussii gram w ataku i chyba na tej pozycji mogę więcej dać drużynie - przekonywał Ebi, który ostatnio w meczu Bundesligi strzelił dwa gole.
Bohater meczu narzekał bardzo na warunki, w jakich nasi piłkarze musieli przygotowywać się w Kazachstanie do meczu. Do kiepskiego hotelu, w którym mieszkali, biało-czerwoni musieli z duszą na ramieniu dojeżdżać wąską, krętą górską drogą. W dodatku murawa była fatalna, a piłkarze trenowali w półmroku, bo Kazachowie nie chcieli zapalić im wszystkich świateł.
- To był po prostu skandal! - stwierdził Smolarek.
- Najważniejsze jednak, że wygraliśmy - cieszył się Beenhakker. - Zdobycie trzech punktów było naszym obowiązkiem i jestem bardzo szczęśliwy, że udało się zwyciężyć.
- Jednak żeby pokonać w środę Portugalczyków, będziemy musieli zagrać dużo lepiej - podsumował Ebi. I trudno się z nim nie zgodzić.

OCENA PO 3 SPOTKANIACH
Za nami pierwsze spotkania biało-czerwonych i można się pokusić o pierwszą ocenę występów kadry i myśli szkoleniowej trenera Leo Beenhakkera. Zacznijmy od piłkarzy.
Zarówno Frankowski jak i Żurawski znów nie potwierdzili swojego instyktu strzeleckiego z zeszłorocznych eliminacji do tegorocznych Mistrzostw Świata.Zarówno Irek Jeleń jak i Radosław Matusiak zagrali zdecydowanie lepiej, a w odwodzie jest jeszcze kilku chętnych jak np. Smolarek, Saganowski czy Niedzielan. Bardzo słabo zagrał Mirosław Szymkowiak który jest cieniem zawodnika sprzed kilkunastu miesięcy.Jurek Dudek zagrał na tyle na ile stać go w tej chwili i widac u niego brak czucia piłiki spowodowany długim przebywaniem na ławie.O klasę lepszy jest na dzień dzisiejszy Wojciech Kowalewski ,którego pewne interwencje uchroniły Polaków przed bramkami Serbów.Niestety, dlaczego nie grał w pierwszym meczu..........!
Do plusów należy zaliczyć dobre wejście nowych piłkarzy w kadrze jak Matusiak, Golański czy Garguła. Własnie oni nie zawiedli i strzelili bramki rywalom.
Poznaliśmy też kierunek w którym podąża Leo Benhhakker a więc gra pressingiem jak nadalej od własnej bramki i szybka gra z pierwszej piłki. Do takiej gry potrzeba silnych fizycznie i dobrych technicznie graczy.
Pierwsze mecze pokazały że grupa eliminacyjna biało czerwonych jest bardzo wyrównana, każdy może tu wygrać z każdym. Również poziom drużyn jest wyższy niż rywali podczas eliminacji do Mistrzostw Świata 2006.
Nieprawdą jest to iż Finlandia to piłkarski kopciuszek i 3 liga piłkarska (jak twierdzi Pana J. Tomaszewskiego w PS), gdyż potrafiła urwać 2 punkty Portugali a każdy trener chciałby mieć takiego playmakera jak Jari Litmanem, który mimo wieku nie zapomniał jak sie gra w piłkę. Również Serbia to silna europejska drużyna która potrafi wygrać z każdym, a w grupie są jeszcze Belgowie i Portugalczycy. Należy się więc spodziewać walki do ostatniego spotkania i jesli biało czerwoni poprawią grę obronną, zaczną strzelać bramki to jest ciągle szansa........

Źródło: kadra.pl, opracowanie własne.